Obudziłem sie chyba późno bo słońce wpadające przez okno zdążyło wydłużyć cienie przedmiotów w pokoju. Cały czas czując ból głowy wolno podniosłem sie i rozejrzałem. Mój wzrok padł na skulonego na krześle, śpiącego chłopaka o cieniach pod oczami i zmęczeniem na twarzy. Jego oddech był płytki przez niewygodną raczej pozycje a obok na stole stała miska z wodą i lekko zakrwawiony okład. Nie miałem pojęcia kim on jest. Po chwili rozważań stwierdziłem, że to jakiś pomocnik menagera albo jakiś pielęgniarz. Zachciało mi się do toalety więc starając sie nie hałasować zsunąłem nogi z łóżka. Niestety, z moim szczęściem, a raczej pechem trafiłem w szafkę, na której stała szklana butelka. I oczywiście butelka spadła rozbijając sie w drobny mak. Bo jakby to było inaczej. Powoli spojrzałem za siebie i spotkałem utkwione we mnie troskliwe spojrzenie ciemnych oczu. Ciężko przełknąłem śline i znów próbowałem wstać gdy uświadomiłem sobie... że jestem nagi. Całkowicie. Usiadłem na brzegu łóżka przykrywając się kołdrą i cicho poprosiłem:
- Mógłbyś przynieść mi ubranie? - chłopak szybko zerwał się na nogi i wybiegł z pokoju, a mnie dopadłp uczucie, że powinienem go znać, że jest dla mnie ważny, ale uznałem to za jakieś wybryki mojego obolałego mózgu i nie zwracając na to więcej uwagi wszedłem do łazienki.
* * *
Odświeżony wróciłem do pokoju i na łóżku znalazłem ubrania, które szybko założyłem. Dopiero teraz poczułem, że jestem głodny. Z burczeniem w brzuchu zszedłem do kuchni gdzie spotkałem kilku hyungów. Gdy wszedłem rozmowa, którą prowadzili ucichła ale byłem zbyt głodny by to zauważyć. Szybko podszedłem do lodówki i wyciągnąłem kilka rzeczy, na które mam ochote. Usiadłem obok Kyungsoo i poczułem na sobie spojrzenie trzech par oczu.
- Suho hyung, Xiumin hyung, D.O hyung o co chodzi?
- Jak się czujesz? - pierwszy zaczął Xiumin.
- Bywało lepiej - bywało. I to często. Ale co zrobić. - A teraz powiedzcie mi co sie stało, bo nic nie pamiętam - trójka hyungów spojrzała na siebie i z cichym westchnieniem zaczął mówić Suho.
- No więc.. wczoraj popołudniu przybiegł do nas Tao, że wyszedłeś nagle z dormu nic nikomu nie mówiąc - znowu ten Tao. Kim on jest? Wszyscy o nim mówią - wtedy powiedzieliśmy mu, że pewnie poszedłeś tylko na spacer, a on stwierdził, że ma złe przeczucia i usiadł na schodach przy wyjściu i na ciebie czekał. Długo czekał. Potem usłyszeliśmy krzyk Luhana i Xiumina. Wszyscy pobiegli sprawdzić co się stało. Gdy dotarliśmy do drzwi zobaczyliśmy Xiumina z tobą na rękach i przerażonego Tao. Hyung zaniósł cie razem z Tao do pokoju a Luhan zaczął mówić co sie stało.
- A co sie stało w końcu? - nie mogłem ukryć zniecierpliwienia.
- Gdy wchodziłeś do budynku, Xiumin źle kopnął piłkę, która uderzyła w zabezpieczenie faceta myjącego okna na 8 piętrze i wtedy spadło mu wiadro z narzędziami. Spadło na ciebie. Straciłeś wtedy przytomność i hyung zaniósł cie do pokoju Tao - powoli kiwnąłem głową. Nie zauważyłem, że w tym momencie do kuchni wszedł własnie Luhan i.. Tao. Na widok hyunga moje serce przyspieszyło. I wtedy zadałem pytanie, które zostawiło blizne na sercu mojego ukochanego. Ale ja o tym nie wiedziałem.
- A kim właściwie jest ten Tao? - hyungowie zaczęli się śmiać ale widząc moją poważną minę szybko ucichli i D.O cicho spytał:
- Nie żartujesz sobie z nas? Przecież to twoja panda, twój chłopak! - słysząc to parsknąłem śmiechem.
- Ja z nim? Nie kpij, hyung - i nagle trzasnęły drzwi. W kuchni zostaliśmy tylko ja, Xiumin, Suho, D.O i Luhan.
* * *
Zrobiło się późno, nocne niebo przecięła błyskawica, później kolejna i kolejna. O szyby dudnił co raz mocniejszy deszcz. Niekompletne EXO zebrało się w dużym pokoju. W powietrze było ciężkie od domysłów, niedowierzania i niepokoju. W końcu pierwszy odezwał się Lay.
- Nie ma go od 8 godzin.
- Nigdy nie był tak długo w mieście sam.
- Powinniśmy go poszukać.
- Martwię się.
- To do niego nie podobne - dołączyły do niego inne głosy. Postanowiłem zareagować wkurzony tym, że chciałem porozmawiać Luhanem na osobności ale Suho przeszkodził mi zwołując wszystkich do salonu.
- Przesadzacie. Na pewno nic mu nie jest i poszedł tylko się przewietrzyć - nikt tego nie skomentował ale miny pozostałych stężały i nikt na mnie nie patrzył - Pewnie zaraz wróci. Bo gdzie niby miałby spać - stwierdziłem i z uśmiechem zwróciłem sie do Luhana - Hyung chciałbym z tobą porozmawiać. Masz chwilę? - pozostali spojrzeli na siebie i cisza stała się jeszcze cięższa.
- Uch.. tak, jasne, zaraz przyjde - zadowolony wyszedłem i skierowałem sie do swojego pokoju. Nie wiedziałem, że ta noc wpłynie na moje życie na zawsze.
* * *
Deszcz zacinał, wiatr utrudniał oddychanie a błyskawice upiornie oświetlały każdy szczegół. Wysoki chłopak z twarzą mokrą od łez i deszczu przechodził na drugą stronę ulicy. Nagle za krawędzią kaptura pojawiły się dwa ogromne światła, a powietrze rozdarł ogłuszający ryk klaksonu...
* * *
Czekając na hyunga zacząłem robić temu Tao czy jak on tam miał, wywody, że dawał wszystkim powodów do zmartwień choć pewnie szlajał się po knajpach nie przejmując sie nami.
- Sehun, chciałeś ze mną rozmawiać.. - do ciemnego pokoju wszedł Luhana i choć nie widziałem jego twarzy byłem przekonany, że czuje się niepewnie. Ja uśmiechnąłem się lekko i wolnym krokiem zbliżyłem sie do niego. Poczułem jak drgnął. Delikatnie dotknąłem gładkiego policzka i nagle wpiłem się w jego usta. Były mięciutkie jak chmurki i czułem jak zalewa mnie fala euforii. I wtedy poczułem ból. Uderzył mnie. Naprawde mnie uderzył. Ten mały, uroczy jelonek naprawde kogoś uderzył.
- Co ty wyprawiasz?! Co ty, idioto, wyprawiasz?!
- Co robie? No całuje cię, hyung.
- To akurat wiem. Ale dlaczego?! Przecież masz Tao!
- Ja wcale nie mam... - nie skończyłem, bo nagle do pokoju wbiegł Chen.
- Znalazł się..
* * *
Weszliśmy do lśniącego czystością szpitala. Menager i Suho poszli załatwiać formalności a nas poprowadzono do poczekalni. Po kilku minutach przyszedł lekarz. Popatrzył na każdego z nas i spytał:
- Czy jest tu.. Sehun? - zdziwiłem się słysząc swoje imie ale zgłosiłem sie. Lekarz kazał mi iść za sobą. Weszliśmy do dużego pomieszczenia z wielkimi oknami. Zobaczyłem go nieprzytnego, leżącego nieruchomo z tysiącem splątanych rurek wokół, przytrzymowanego przy życiu dzięki maszynom. Moje serce lekko drgnęło ale nie zwróciłem na to uwagi. Lekarz podszedł do szafki obok łóżka i wyciągnął z niej przemoczoną papierową torbę. Do rączki przyczepiono karteczkę z napisem "dla Sehuna". Mężczyzna spojrzał na mnie i nic nie mówiąc wyszedł z sali. Nie wiem dlaczego ale w tamtej chwili poczułem niepokój. Wziąłem torbę i wyjąłem z niej album podpisany "najszczęśliwsze chwile mojego życia". Zmarszczyłem brwi i otworzyłem na pierwszej stronie. Było tam nasze wspólne zdjęcie z pierwszego koncertu. Szybko zacząłem przeglądać pozostałe zdjęcia a mój żołądek kurczył sie z każdym kolejnym. Na ostatniej stronie znalazłem tylko napis. Wtedy podniosłem głowę i napotkałem to samo mówiące oczy. Kocham cię, Sehun. Zmusiłem się by odetchnąć i powiedziałem go czego wcale nie byłem już taki pewien.
- Ale... ja ciebie nie - zobaczyłem zmianę w jego pełnych miłości i wiary oczach na wypełnione poczuciem zdrady i bezradności. Nie byłem w stanie przy nim wydusić z siebie nawet tak głupiego słowa jak "kocham". Miałem tylko nadzieję, że nie wpłynie to na pracę zespołu. Po chwili, która była dla mnie wiecznością podniosłem się i wybiegłem z pokoju. Za sobą usłyszałem pisk maszyn, tupot stóp i krzyki lekarzy.
* * *
Wróciłem do dormu i wlokąc noge za nogą wszedłem do pokoju Tao. Na ścianach wisiały te same zdjęcia co w albumie. Nagle do pokoju wpadł Kai i... i zapadła cisza. Spojrzałem na zdjęcie, które było na początku albumu i z mojego gardła wydobył się ryk
- TAO... KOCHAM CIĘ...
____________
No, koniec tego opowiadania, ciekawe czy sie wam spodoba c':
Jak mogłaś go uśmiercić parówo :"(
OdpowiedzUsuńAle podoba mi się ♡♡♡♡ Miazga nie spodziewałam się tego :*
|Yeollie~♡
Ty... ty... ja... idę płakać T^T
OdpowiedzUsuń*wraca po 20 minutach*
Okej ogarnęłam się...
Płaczę... wae! Just tell me wae :')
Mówie serio ;-;
Piękne, zajebiste, ale smutne :ccc
~ Lay